Written by 23:35 czas pracy, satysfakcja w pracy, work-life balance 2 komentarze

Gdzie mieszkają i ile pracują szczęśliwi pracownicy

Zastanawiałem się ostatnio nad postępem w wydajności pracy i jego przekładaniem się na czas, jaki spędza się w pracy w krajach rozwiniętych, zwłaszcza tych (jak USA), gdzie kultura pracy czy kultura w ogóle każe pracować sporo więcej niż 40h w tygodniu. Zwłaszcza w branżach, gdzie postęp technologiczny (szczególnie w obszarze komunikacji – telefonia komórkowa, internet itd.) zwiększył wydajność pracowników tak bardzo, że rozsądek nakazywałby, jeśli można te same prace wykonywać dziś szybciej, pracować mniej, a nie więecj.
Jak to się dzieje, że pomimo niesamowicie usprawniających mnóstwo codziennych pracowniczych czynności narzędzi, pomimo komputeryzacji i automatyzacji, pomimo niemal nieograniczoych możliwości komunikacyjnych, pomimo pewnie kilkudziesięcioprocentowego dzięki temu wzrostowi wydajności pracy w ostatnich dekadach, w zachodnich społeczeństwach pracuje się tak samo długo, a chyba jeszcze w szybszym tempie? (Nie wspominam już o wschodnich rozwiniętych społeczeństwach, jak np. Korea Płd. czy Japonia).
Trafiłem niedawno na tekst, w którym te same pytania zostały zadane jeszcze prościej i jeszcze bardziej obrazowo. To esej brytyjskiego filozofa Bertranda Russella pt. „Pochwała lenistwa”, w którym pisał on tak: 
„Przypuśćmy, że w danej chwili pewna liczba robotników zajmuje się produkcją szpilek. Ludzie ci wyrabiają wszystkie szpilki, jakich świat potrzebuje, pracując – powiedzmy – osiem godzin dziennie. Pewnego dnia ktoś robi wynalazek, dzięki któremu ta sama liczba ludzi może wyprodukować dwa razy więcej szpilek niż dotychczas. Ale świat nie potrzebuje więcej szpilek; szpilki są już tak tanie, że ich sprzedaż nie powiększy się prawie wcale, jeśli obniży się ich cena. W świecie rozumnym każdy, kto trudni się produkcją szpilek, zacząłby pracować cztery godziny zamiast ośmiu, a wszystko poza tym zostałoby po staremu. Jednak w świecie rzeczywistym uznano by to za demoralizację. Wszyscy pracują nadal osiem godzin, szpilek jest za dużo, część przedsiębiorców bankrutuje i połowa ludzi zatrudnionych przy produkcji szpilek traci pracę. W rezultacie otrzymujemy tę samą ilość wolnego czasu, co w systemie racjonalnym, z tą tylko różnicą, że gdy jedna połowa ludzi nie ma nic do roboty, druga nadal się przepracowuje. W ten sposób staje się pewne, że nieunikniony przyrost wolnego czasu zamiast być źródłem powszechnego szczęścia, spowoduje pomnożenie niedoli. Czy można wyobrazić sobie większy obłęd?”
Nie podejmę się, nawet skrótowo, dociekać w krótkim blogowym wpisie, dlaczego tak jest. Problem to złożony i wieloaspektowy. Trafiam jednak od czasu na wyniki badań i statystyki mówiące o czymś prostym. O tym, że obłęd, o którym pisał Russel, nie służy samym pracownikom. Przykładowo, to zestawienie krajów mających najbardziej i najmniej szczęśliwych pracowników pokazuje, że najszczęśliwszą siłę roboczą na świecie ma kraj, w którym – przynajmniej spośród krajów EU – pracownicy spędzają najmniej czasu w pracy. Chodzi o Danię. Najmniej szczęśliwymi, według tego samego zestawienia, są z kolei pracownicy w Japonii i Hongkongu, czyli z rejonu świata, gdzie pracuje się długo.
Jeśli któryś kraj jako pierwszy na świecie zdecyduje się kiedyś na rozpoczynanie weekendu w czwartek po południu, to raczej nie będzie to „pracowita” ojczyzna Sony i Toyoty, ale „leniwa” ojczyzna klocków Lego. I raczej nie będzie to z tego powodu kraj mniej szczęśliwy.
_______
(Visited 5 times, 1 visits today)
Close